niedziela, 28 października 2012

Tarta z cukrem z Charleroi

O Charleroi w Belgii można przeczytać różne rzeczy. Najczęściej, że jest to najbrzydsze miasto świata. 

Rozdział poświęcony Charleroi w przewodniku Pascala, który kupiłam sobie jadąc do Belgii po raz pierwszy na początku lat 90-tych, zaczynał się od zdania: "W Charleroi śmierdzi...". I jest w tym sporo prawdy, bo Charleroi to samo serce belgijskiego zagłębia węglowego. Kiedyś bardzo bogate, dynamiczne centrum szeroko rozumianego przemysłu ciężkiego. Ci, którzy odwiedzili kiedyś nasz Śląsk, bez problemu wyobrażą sobie tutejszy postindustrialny krajobraz i porośnięte dziś brzozami hałdy pokopalniane i usypiska. W północnej Francji podobne rejony zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.




Kopalnie i huty latami przyciągały rzesze emigrantów. Ciągle są miejsca w mieście, gdzie całe ulice nadal mówią po włosku, a w lokalnym sklepiku można usłyszeć: Signora, on s'occupe de toi? Gdzie mecz piłki nożnej jest okazją, żeby odbiornik wystawić w oknie lub na ulicy i sprzeczać się z sąsiadami o zwycieską ekipę. Zanim do wyrobu w kopalni zaczęli przyjeżdżać Włosi i zanim powojenny rząd zerwał umowy kwotowe na robotników, to byli Polacy. To dlatego mojego ojca tak ścisnęło w środku, kiedy zwiedzaliśmy Bois du Casier w Marcinelle, kopalnię, w której zginęło 262 górników pochodzących z 12 różnych krajów, w tym z Polski.
 

Ale Charleroi ma też swoje weselsze oblicze. Było kiedyś siedzibą wielu prężnych wydawnictw komiksowych, o czym świadczą zdobiące co po niektóre miejsca w mieście pomniki Spirou, Marsupilami czy Lucky Luke'a. To tutaj, zanim trafily na ekran, w wydawnictwie Dupuis za sprawą Peyo światło dzienne ujrzały tak popularne kiedyś u nas Smerfy. Wydawnictwo Dupuis nadal istnieje, chociaż zostało wykupione przez duże francuskie konsorcjum wydawnicze, i wydaje magazyn Spirou oraz znany w Polsce komiks Marzi autorstwa Marzeny Sowy.
Charleroi to również znane w całym świecie i największe chyba w Europie Muzeum Fotografii. To awangardowy Teatr Tańca współczesnego Charleroi Danses Company.  



I w końcu Charleroi to fanstastyczna tarta z cukrem. Nie z tym ciemnym nazywanym cassonade, o którym wiele razy już pisałam i który koniecznie musicie sobie kupić, robiąc tutaj zakupy przejazdem, ale z białym. Bo biały, rafinowany cukier był kiedyś zarezerwowany dla zamożniejszych i tych, którym się lepiej powodzi. A do takiego statusu aspirowali przyjezdni robotnicy w Charleroi, którzy ściągali tutaj z najbiedniejszych zakątków Europy (Widzieliście film Złote wrota?) w nadziei na lepsze jutro. A synonimem tego lepszego jutra była właśnie najprostsza w swiecie drożdżowa tarta posypana białym cukrem.



Tarta z cukrem z Charleroi
Tarte au sucre comme à Charleroi
ciasto:
250 g mąki

1 dl mleka
l łyżka cukru 
15 g drożdży 
60 g masła 
1 jajko 
szczypta soli

wierzch 1 tarty (z podanych proporcji na ciasto wyjd
ą 2 tarty i warto zrobić 2 od razu!):
1 jajko 
2 łyżki gęstej słodkiej śmietany 
2-3 łyżki cukru 
szczypta cynamonu
trochę masła do wysmarowania formy na ciasto
 


W umiarkowanie ciepłym mleku rozpuścić drożdże z łyżką cukru, dokładnie wymieszać.

Mąkę wymieszać ze szczyptą soli.

Masło stopić i przestudzić. 


Wymieszać wszystkie składniki i wyrabiać ciasto przez około 15 minut, aż zrobi się elastyczne i nie będzie się kleiło do rąk. Podzielić na dwie równe części i odłożyć na bok w w miarę ciepłe miejsce, aż podwoi swoją objętość.

Dwie okrągłe formy na ciasto wysmarować porządnie masłem i wyłożyć je ciastem. Ciasto nale
ży rozprowadzić dość cienko, trochę grubiej na obrzeżach formy. 1 jajko (po jednym na każdą tartę) roztrzepać z 2 łyżkami gęstej słodkiej śmietany. Jajeczno-śmietanową masę wylać na tartę, a brzegi wysmarować pędzelkiem. Posypać szczyptą cynamonu i posypać 2-3 czubatymi łyżkami cukru. Tarty odstawić ponownie na bok i włączyć piekarnik na 240 stopni. 







Przez pierwsze 5 minut piec w 240 stopniach, potem skręcić do 180 i zostawić na dalsze 10 minut. Obserwować przez szybkę piekarnika, czy wierzch się nie przypala. 

Jak widzicie, do Charleroi jest po co przyjechać ;))

9 komentarzy:

  1. Uwielbiamy podróże kulinarno-turystyczne, zatem wpis jest bardzo pyszny :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Milo cos takiego przeczytac, tym bardziej, ze za kilka dni odfruwam ;)) Och, zeby tylko czasu starczalo, zeby to wszystko potem tutaj przelac ...

      Usuń
  2. Przepis zapisany do wypróbowania :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Miss_coco, to ta ktora lubi slodkie (to odnosnie fb i statystyk:), przez Anoushke mnei tu przywialo, bo to ciasto dla nas - zapisane! Jest niby tarta cukrowa, ale ja trace glowe dla kazdego drozdzowego :) Pozdrowien moc!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamietam, kiedys bardzo podobny tam u niej widzialam ;))

      Usuń
  4. Znam inna tarte au sucre, ktora kroluje w Héron, musze wyprobowac z Twojego przepisu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja poprosze o jakies naprowadzenie na te tarte Kasia. A moze ona jest podobna do tej tarty? Wiem, ze w Kanadzie tez takie lubia.

      PS : a drozdze oczywiscie swieze ;))

      Usuń
  5. ja tu na diecie a Ty o tartach z cukrem ;)

    Co do Charleroi to ostatnio moj beau pere - archeolog bardzo sie zbulwersowal na to okreslenie. Zaczal mi opowiadac jak to tylko w tamtejszym kosciele mozna zobaczyc farbe jakastam i freski jakiestam i ze to bardzo ciekawe miasto. Az sie chyba sama wybrac musze i zweryfikowac.

    pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń