czwartek, 8 listopada 2012

Placki z ośmiorniczkami z Sète czyli trochę słońca w listopadzie

Jedni przyjeżdżają tutaj po opaleniznę albo powędkować, inni po lokalne wina, jeszcze inni oglądać katarskie twierdze. Ja przyjeżdżam po te placuszki. 



Tielle - nie mam pojęcia, jak je nazwać. Nadziewane placuszki...? Octopus pie…? 
Wypieka się je z tutejszego, cienko laminowanego ciasta chlebowego. Wypełnia aromatycznym, ostro przyprawionym sosem z ośmiorniczek.

 

W trakcie pieczenia ciasto chłonie sos i i przybiera jego kolor, od złotego do intensywnie pomarańczowego. Zapach wyraźnie wskazuje, że mamy do czynienia ze świeżymi owocami morza. 


Przepis przywieźli ze sobą włoscy emigranci z Lacjum, którzy ściągali kiedyś do pracy w porcie w Sète, ale na pomysł sprzedawania tielle na ulicy wpadła dopiero Adrienne Virduci w 1937 roku. Jej dzieci i wnuki odziedziczyły oryginalny przepis i w latach 70-tych otworzyły rodzinne atelier, w którym nadal można kupić pieczone na miejscu tielle. 



Nawet w niedzielę rano ustawia się tam kolejka, bo nie ma nic lepszego do niedzielnego aperitifu niż kawałeczek tielle – tak przynajmniej uważa się w Sète i okolicy i muszę przyznać, że jestem podobnego zdania. I aż dziw bierze, że tielle nie "wyeksportowała" się poza granice regionu jak na przykład słynna pissaladière. 


Tielle znajdziemy w wielu piekarniach w mieście, a nawet supermarketach, ale w Sète każdy wam powie, że najsmaczniejsze tielles dostać można przy rue Révolution n. 35, gdzie, jak widzicie, nie omieszkałam zajrzeć, a kilka tielles udało mi się nawet upchnąć do walizki i zabrać do domu.
 

7 komentarzy:

  1. Oj, już czuję ich smak, bo uwielbiam takie klimaty :-)
    Pozdrawiam serdecznie!
    Basia

    OdpowiedzUsuń
  2. w sobotę robię beta-test!

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłam w Sete, ale nie jadłam tych ciasteczek. Następnym razem jak tam będę, to nie omieszkam ich spróbować.
    Natomiast stamtąd urzekły mnie smakowo takie podłużne ciasteczka. W smaku pomarańczowo- anyżowo- waniliowe. Nazwy nie pamiętam teraz. Super, również polecam :)
    Pozdrawiam An

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. An,
      pewnie to byly bistouquettes à l'orange...?

      Usuń
  4. Mniam ......A przepisu Pani nie udalo sie wziac do waluzki ? Bisous dta

    OdpowiedzUsuń
  5. A przepis polecial do Belgii w walizce rowniez ? Bisous dta

    OdpowiedzUsuń