piątek, 23 listopada 2012

Wątróbka po marokańsku

Straszyłam, że będzie znowu trochę marokańskiej kuchni na blogu? Otóż byłam na spotkaniu, na którym zrobiłyśmy piękną, ogromną i z prawdziwego zdarzenia pastillę. A właściwie to Nawal robiła, a my miałyśmy podpatrywać i się uczyć. No i trochę pomagać również.
Nawal, rodowita Marokanka, która podobnie jak my osiadła na stałe w Belgii. Skończyła architekturę, ale twierdzi, że lepiej czuje się w domu, a szczególnie w kuchni niż na placu budowy. Przez przeszło osiem lat prowadziła blog poświęcony kuchni marokańskiej, a od dwóch lat zajmuje się kuchnią bardziej profesjonalnie: gotuje na zamówienie i prowadzi zajęcia kulinarne. Szybko znalazłyśmy masę wspólnych tematów. Nawal jest niesamowicie gościnną i komunikatywną osobą i trzeba przyzna
ć, że to co robi, robi świetnie. Spotkanie z nią było tak inspirujące, że orientalne akcenty zagościły w tym tygodniu w naszym jadłospisie. Przedwczoraj zrobiłam mielone z jagnięciny z jej genialnym ostro-słodkim sosem, a dzisiaj mieliśmy wątróbkę. Więc zanim pokażę krok po kroku, jak taką prawdziwą pastillę zrobić, dla miłośników podrobów, wątróbka w orientalnym wydaniu.

 

Wątróbka po marokańsku
Foie frit à la marocaine
dla czterech osób 
4 plastry wątróbki 
4 duże cebule 
garść rodzynek
4 ząbki czosnku 

łyżka miodu lub syropu z agawy
oliwa

marynata: 

pół łyżeczki mielonego kminu rzymskiego 
pół łyżeczki rozgniecionych ziaren kolendry 
pół łyżeczki papryki 
łyżka drobno posiekanej natki pietruszki 
łyżka drobno posiekanej świeżej kolendry 
sól i pieprz 
2 łyżki winnego octu 
2 łyżki oliwy 

W pierwszej kolejności trzeba przygotować marynatę. Najlepiej wszystkie jej składniki umieścić w moździerzu i rozetrzeć razem. Powstanie takie jakby rzadkie pesto, którym potem smarujemy plastry wątróbki (nie powinny być grubsze niż 1 cm). Wątróbkę odstawiamy w marynacie na bok na co najmniej godzinę.

 
Cebulę musimy obrać i pokroić w plasterki. Rozgrzać trochę oliwy na patelni i poddusić cebulę razem z czosnkiem pod przykryciem, mieszając od czasu do czasu. Można delikatnie posolić. Cebula powinna się dusić, nie powinna w żadnym wypadku się przypalić lub przyrumienić. Kiedy cebula będzie już miękka, dodajemy rodzynki i na końcu miód.

Na samym końcu smażymy wątróbkę. Usmażoną układamy na cebuli. Przed podaniem możemy posypać drobno posiekaną natką. Smacznego. 



A na koniec jeszcze trochę jesieni w Brukseli. Pięknie jest, prawda ? 


 

A ci, którzy nie mogą się doczekać pastilli, mogą zajrzeć na blog Marty. Za dwa tygodnie spotykamy się ponownie z Nawal. Tym razem będziemy robić kuskus T'faya.



6 komentarzy:

  1. Jaką wątróbkę najlepiej wziąć do tego przepisu? Czy drobiowa też jest dopuszczalna?

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak najbardziej, drobiowa może być. U nas była cielęca.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo lubimy wątróbkę, ale zwasze tak klasycznie: cebulka, majeranek, jabłko... Więc chętnie wypróbuję jeszcze jeden (Twój kolejny) sposób na nią. Miłego weekendu!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja bardzo lubię wątróbkę, ale w domu nikt nie będzie jej jadł, a co tam zrobię tylko dla siebie:-))Świetny przepis;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ty nie straszylas, ty obiecywalas :) I ciesze sie, ze obietnice spelnilas, bo cos mi sie zdaje, ze taka watrobka bedzie hitem w moim domu.

    OdpowiedzUsuń