Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marchewka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marchewka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 stycznia 2014

Policzki wołowe duszone w piwie z imbirem i marchewką


Witajcie w 2014, który to otworzyliśmy długo duszoną (jak na Belgię przystało w piwie) wołowiną z marchewką i imbirem, a konkretnie były to rozpływające się w ustach policzki wołowe. 

Mięso z policzków jest bardzo delikatne i tak miękkie, że można je jeść samym widelcem lub łyżką bez pomocy noża. Zalicza się je do podrobów i nie jest drogie. U mojego rzeźnika niestety wyłącznie na zamówienie.   

Wszystkie przepisy, jakie przejrzałam, mówiły o duszeniu w czerwonym winie. Ale po świętach wino wyszło, znalazła się za to puszka zwykłego jasnego piwa i okazało się, że nie był to głupi pomysł.





Policzki wołowe duszone w piwie z imbirem i marchewką

dla 4-5 osób :
1 kg policzków wołowych
puszka piwa
5-6 marchewek
1 duża cebula
2centymetrowy kawałek imbiru
kandyzowany imbir w zalewie
trochę maki do oprószenia mięsa
sól i pieprz
bouquet garni czyli zawinięte w liść pora gałązka selera, tymianku i listek laurowy

Mięso osuszyć i oczyścić z niewielkich błon. Posolić i oprószyć delikatnie mąką. Podsmażyć z każdej strony na tłuszczu (ja to zrobiłam na oleju i łyżce masła). W rondlu obok zeszklić pokrojoną cebula i pokrojoną marchewkę. Warzywa dodać do mięsa i zalać piwem. Dodać kilka łyżek zalewy z kandyzowanego imbiru, zioła oraz obrany i pokrojony na mniejsze kawałki imbir. Dusić około 2 godzin, sprawdzając co jakiś czas, czy w rondlu jest wystarczająco płynu i czy mięso nie przypala się na spodzie. W razie potrzeby dolać trochę piwa. Na końcu przyprawić do smaku solą i pieprzem, w razie potrzeby podkręcić smak dolewając zalewy z kandyzowanego imbiru.





W zamrażalniku mam jeszcze kilogram policzków wieprzowych i już rozmyślam nad tym, jak je przygotować. 

Mam nadzieje, że 2014 będzie równie smaczny, jeśli nie smaczniejszy, niż poprzednie lata w belgii od kuchni. W każdym bądź razie serdecznie was tutaj zapraszam i obiecuję pisywać częściej.   


środa, 5 grudnia 2012

Zapiekanka z czarnym korzeniem, który tak naprawdę jest biały

...albo mówicie, że zapiakanka ze skorzonerą zwaną również wężymordem i robicie wrażenie na gościach na bank ;)

Jak smakuje skorzonera? Niektórzy porównują smak skorzonery do białych szparagów. W moim odczuciu to trochę przesadzone. Ugotowana skorzonera bardziej przypomina mi smak pietruszki, albo coś pomiędzy pietruszką a selerem. W każdym bądź razie jest bardzo łagodna i delikatna w smaku, nie ma tej charakterystycznej dla szparagów goryczki. Lubię ją zapiekać na przykład z marchewką i bardziej wyrazistym serem. Tutaj użyłam gorgonzoli, a sos do zapiekania aromatyzuje się czosnkiem i rozmarynem. Wierzch posypuję zwykle orzechami włoskimi, ale akurat zabrakło i były migdały. Wolę jednak zdecydowanie orzechy.


 

Moi drodzy, zima zawitała chyba do wszystkich na dobre, więc czas pomyśleć o zakopcowanych (i zapomnianych) warzywach! Mam nadzieję, że znajdziecie je u siebie na stragania.
Przepis z magazynu Saveurs.

 

Zapiekanka ze skorzonerą i gorgonzolą
na 4-5 osób :
500-700 g skorzonery 
(można dodać kilka marchewek)
kilka gałązek rozmarynu 
2 ząbki czosnku 
trochę mleka 
200 g gorgonzoli 
100 ml słodkiej śmietany 
trochę masła 
sól i pieprz 
orzechy do posypania z wierzchu (lub migdały)

Skorzonerę obieramy i płuczemy na bieżąco, bo plami ręce jak mlecz. Żeby nie sczerniała od razu do rondelka z wodą i mlekiem (pół na pół). Marchewkę również obieramy i wkładamy do rondelka. Gotujemy nie dłużej niż 10 minut i zdejmujemy z ognia. 





Przygotowujemy sos: śmietanę wlewamy do rondelka, dodajemy czosnek i rozmaryn, trochę mleka z wodą, która została po ugotowaniu warzyw i powolutku zaparzamy. Ser kroimy na kawałki. Połowę dodajemy do śmietany i czekamy, aż ser się ładnie rozpuści, a sos uzyska gładką konsystencję.

Żaroodporne naczynie smarujemy masłem. Układamy w nim warzywa i polewamy sosem. Na wierzchu układamy ser, który nam został. Posypujemy orzechami lub migdałami i zapiekamy w temperaturze 180° przez jakieś 20 minut, aż wierzch się apetycznie przyrumieni. Podajemy jako samodzielne danie lub jako dodatek do mięsa.








niedziela, 11 marca 2012

Glazurowana pikantna marchewka na dobry nastrój

Nie, nie, to nie są buraczki. To raczej buraczkowe marchewki ;))


Moja przyjaciółka Monika poczęstowała mnie jesienią glazurowaną marchewką. Od tamtej pory robiłam ją chyba z kilkanaście razy i jeszcze mi się nie znudziła. Nie musicie szukać takiej kolorowej (od kilku lat jest popularna wśród działkowców i można ją dostać bez problemu). Wystarczy tradycyjna pomarańczowa, ale jeśli może być kolorowo, energetyzująco na talerzu, to dlaczego nie? Nim przyjdzie się nam cieszyć nowalijkami – za hiszpańskie i marokańskie truskawki podziękuję, mogę jeszcze trochę poczekać – chciałabym przypomnieć, że ciągle mamy fanstastyczne sezonowe warzywa, między innymi taką kolorową marchewkę. 

Pikantna glazurowana marchewka

½ kg marchwi, obranej i pokrojonej w słupki
2-3 łyżki oliwy
1 lub 2 papryczki peperoncino
świeżo wyci
śnięty sok z pomarańczy
szczypta soli

Oliwę rozgrzać na patelni lub w rondelku, dodać rozkruszone peperoncino i marchew. Lekko obsmażyć i zalać sokiem z pomarańczy. Doprowadzić do wrzenia, przykryć przykrywką i gotować 10-15 minut, co jakiś czas mieszając, by marchew się nie przypaliła.
Marchewka powinna wchłonąć sok i lekko się skarmelizować. Lubię, kiedy jest jeszcze trochę chrupiąca.


Moniko, dziękuję za przepis!