Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tarty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tarty. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 stycznia 2014

Tarta bukiet róż na Dzień Babci


Podobno tartę tę wymyślił w 2008 roku i od razu zastrzegł nazwę Tarte Bouquet de roses i opatentował przepis Alain Passard, wybitny francuski szef kuchni. W internecie można znaleźć masę przepisów i trudno powiedzieć, który jest najbliższy oryginałowi. Muszę przyznać, że chyba nie widziałam urodziwszej tarty. Nie jest specjalnie skomplikowana, cała trudność polega na uformowaniu regularnych różyczek z jabłkowych ścinków (żeby nie powiedzieć obierek). Robi wrażenie i może być uroczym prezentem, który zdążycie jeszcze zrobić na przykład na Dzień Babci. 



Alain Passard rozpoczął swoją kulinarną karierę jako czternastoletni chłopak, a swoją pierwszą gwiazdkę zdobył w wieku 26 lat. Podobno jest najmłodszym w historii szefem kuchni, który zasłużył sobie na uznanie przewodnika Michelin. Zanim w 1986 roku trafił do Arpège w Paryżu, restauracji, gdzie obecnie szefuje, wszędzie tam, gdzie się pojawiał i pracował, zdobywał kolejne gwiazdki, co świadczy o jego niebanalnym talencie. Jakieś dziesięć lat temu zdecydował się wycofać z menu czerwone mięso i oparł kartę swoich dań wyłącznie na warzywach i owocach. Jego kulinarne kreacje są ciągłą próbą nobilitacji niedocenianych w swoje urodzie warzyw i owoców, które pochodzą wyłącznie z założonych przez niego pod Paryżem naturalnych upraw. Niezwykle popularny i ceniony we Francji, jest autorem wielu książek, a nawet bohaterem komiksu. 


Tarta bukiet róż
175 g mąki
100 g masła
szczypta soli
25 g cukru
1 żółtko
kilka łyżek wody

8 jabłek
kilka łyżek galaretki owocowej (takiej ze s
łoiczka) lub konfitury
łyżka masła
sok z cytryny
trochę cukru pudru

Z podanych składników zagniatamy ciasto i chowamy na jakąś godzinę do lodówki.

Po godzinie ciasto rozwałkowujemy i wykładamy nim wyłożoną papierem do pieczenia formę. Rozsmarowujemy galaretkę. W niektórych przepisach pojawia się tutaj krem migdałowy. Taki przepis podpowiedziała mi Renata.




 


Jabłka dokładnie myjemy i wycieramy. Przy pomocy obieraczki obieramy w taki sposób, by powstały cienkie wstążki, które następnie zwijamy w różyczki. Staramy się, żeby każdy kolejny pączek był mniej więcej tego samego wzrostu i jeśli zajdzie taka potrzeba przycinamy do odpowiedniej wysokości. Ściśle uk
ładamy jak bukiet na powierzchni tarty. 

Uwaga, gdybyście nie do końca wierzyli we własne umiejętności albo cierpliwość, radzę zacząć od małych tarteletek. 



 
Rozpuszczamy łyżkę masła i mieszamy z sokiem z wyciśniętej cytryny. Smarujemy delikatnie pączki róż tym masłem i posypujemy cukrem pudrem.

Rozgrzewamy piekarnik do 180 °C. Pieczemy 45-50 minut.


Zwykle nie lubię, jak jest dużo zdjęć pod przepisem, ale dzisiejsze są tak ładne, że sobie trochę pofolgowałam. 




A na zakończenie, krótki film nakręcony między innymi w warzywniku Alain'a Passarda.





A gdybyście mieli ochotę dowiedzieć się więcej adres strony internetowej: www.alain-passard.com



czwartek, 31 października 2013

Wytrawna tarta dyniowa z chorizo


Wczoraj wieczorem zastukały do nas poprzebierane dzieci. Wstyd mi było, bo słodyczy ci u nas jak na lekarstwo i nie było, czym ich obdarować. W piekarniku za to siedziała wypasiona tarta dyniowa, z serem cheddar i z pokrojonym na skwareczki chorizo… 

Hmm, może to jej zapach je zwabił ? 






Wytrawna tarta dyniowa z chorizo i z cheddarem

kawałek dyni o wadze +/- 800 g
4 jajka
2 łyżki mąki ziemniaczanej lub kukurydzianej
2 łyżki gęstej kwaśnej śmietany lub jogurtu
100 g chorizo
kawałek sera cheddar
sól i pieprz
kmin rzymski i papryczka Espelette lub jakaś inna z tych ostrych

Dynie pokroić na kawałki, ułożyć na lekko wysmarowanej oliwą blaszce, posolić, delikatnie spryskać oliwą i wsunąć do piekarnika na 45 minut. Po wyjęciu rozgnieść praską do purée lub zmiksować na purée. Dodać jajka, mąkę i przyprawy. Spróbować i w razie potrzeby doprawić. Chorizo pokroić w miarę drobno jak skwarki, a ser w słupki. Wymieszać z masą dyniową. Masę wylać do okrągłej formy i wsunąć do piekarnika na 30 minut. 


 

Jeśli czubek noża jest suchy, to znaczy, że tarta się upiekła. 


Lekko ostudzić i podawać pokrojoną w kostkę w formie finger foods z małymi widelczykami lub tradycyjnie jak tartę z dobrze powinegretowaną sałatą.





Tym sposobem udało mi się dołączyć do dyniowego festiwalu Bei.





poniedziałek, 19 listopada 2012

Wytrawna babka z cykorią i orzechami

Ta babka to propozycja dla tych, którzy z cykorią jeszcze nie do końca się polubili. Choć nie karmelizujemy jej i nie mordujemy jej wybitnie goryczkowego smaku, to w obecności orzechów i gruyera cykoria zdecydowanie łagodnieje. Po upieczeniu babka w środku pozostaje przyjemnie wilgotna, trochę jak wypełnienie do quiche, podczas gdy na zewnątrz powstaje złocista skorupka. Można ją zjeść na ciepło na kolację - wtedy piekę ją w mini foremkach tak, żeby każdy miał swoją porcję - z dobrze doprawioną sałatą, albo na zimno pokrojoną w kostkę jak zakąskę do aperitivu. W naszym domu resztki trafiają do kanapki. Słowem nic się nie marnuje.





Babka z cykorią i orzechami

Cake aux chicons et noisettes

4 duże cykorie lub 5-6 mniejszych 

130 g mąki 
torebka drożdży w proszku (8 g) 
130 g miękkiego masła 
4 jajka 
80 g świeżo startego sera, najlepiej gruyera 
2 łyżeczki musztardy 
40 g posiekanych laskowych orzechów 
sól i pieprz


 

Cykorie podzielić na ćwiartki, a potem grubo posiekać. Rozgrzać trochę oleju lub masła w rondelku i wrzucić posiekane cykorie. Delikatnie posolić, przyprawić pieprzem i mieszając od czasu do czasu poddusić na umiarkowanym ogniu. Zdjąć z ognia, kiedy cykoria będzie miękka.

Mąkę wymieszać z drożdżami, dodać porządną szczyptę soli. Wbić jajka, dodać miękkie masło i musztardę i dokładnie wyrobić do gładkiej konsystencji. Na końcu dodać posiekane orzechy, przestudzoną cykorię i tarty ser. Wymieszać i od razu wyłożyć do keksówki. Wstawić do piekarnika rozgrzanego na 180 stopni na 40-45 minut. Podawać pokrojone w kostkę do apéritifu lub na kolację z zieloną, ostro przyprawioną sałatą. 





czwartek, 8 listopada 2012

Placki z ośmiorniczkami z Sète czyli trochę słońca w listopadzie

Jedni przyjeżdżają tutaj po opaleniznę albo powędkować, inni po lokalne wina, jeszcze inni oglądać katarskie twierdze. Ja przyjeżdżam po te placuszki. 



Tielle - nie mam pojęcia, jak je nazwać. Nadziewane placuszki...? Octopus pie…? 
Wypieka się je z tutejszego, cienko laminowanego ciasta chlebowego. Wypełnia aromatycznym, ostro przyprawionym sosem z ośmiorniczek.

 

W trakcie pieczenia ciasto chłonie sos i i przybiera jego kolor, od złotego do intensywnie pomarańczowego. Zapach wyraźnie wskazuje, że mamy do czynienia ze świeżymi owocami morza. 


Przepis przywieźli ze sobą włoscy emigranci z Lacjum, którzy ściągali kiedyś do pracy w porcie w Sète, ale na pomysł sprzedawania tielle na ulicy wpadła dopiero Adrienne Virduci w 1937 roku. Jej dzieci i wnuki odziedziczyły oryginalny przepis i w latach 70-tych otworzyły rodzinne atelier, w którym nadal można kupić pieczone na miejscu tielle. 



Nawet w niedzielę rano ustawia się tam kolejka, bo nie ma nic lepszego do niedzielnego aperitifu niż kawałeczek tielle – tak przynajmniej uważa się w Sète i okolicy i muszę przyznać, że jestem podobnego zdania. I aż dziw bierze, że tielle nie "wyeksportowała" się poza granice regionu jak na przykład słynna pissaladière. 


Tielle znajdziemy w wielu piekarniach w mieście, a nawet supermarketach, ale w Sète każdy wam powie, że najsmaczniejsze tielles dostać można przy rue Révolution n. 35, gdzie, jak widzicie, nie omieszkałam zajrzeć, a kilka tielles udało mi się nawet upchnąć do walizki i zabrać do domu.
 

niedziela, 28 października 2012

Tarta z cukrem z Charleroi

O Charleroi w Belgii można przeczytać różne rzeczy. Najczęściej, że jest to najbrzydsze miasto świata. 

Rozdział poświęcony Charleroi w przewodniku Pascala, który kupiłam sobie jadąc do Belgii po raz pierwszy na początku lat 90-tych, zaczynał się od zdania: "W Charleroi śmierdzi...". I jest w tym sporo prawdy, bo Charleroi to samo serce belgijskiego zagłębia węglowego. Kiedyś bardzo bogate, dynamiczne centrum szeroko rozumianego przemysłu ciężkiego. Ci, którzy odwiedzili kiedyś nasz Śląsk, bez problemu wyobrażą sobie tutejszy postindustrialny krajobraz i porośnięte dziś brzozami hałdy pokopalniane i usypiska. W północnej Francji podobne rejony zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.




Kopalnie i huty latami przyciągały rzesze emigrantów. Ciągle są miejsca w mieście, gdzie całe ulice nadal mówią po włosku, a w lokalnym sklepiku można usłyszeć: Signora, on s'occupe de toi? Gdzie mecz piłki nożnej jest okazją, żeby odbiornik wystawić w oknie lub na ulicy i sprzeczać się z sąsiadami o zwycieską ekipę. Zanim do wyrobu w kopalni zaczęli przyjeżdżać Włosi i zanim powojenny rząd zerwał umowy kwotowe na robotników, to byli Polacy. To dlatego mojego ojca tak ścisnęło w środku, kiedy zwiedzaliśmy Bois du Casier w Marcinelle, kopalnię, w której zginęło 262 górników pochodzących z 12 różnych krajów, w tym z Polski.
 

Ale Charleroi ma też swoje weselsze oblicze. Było kiedyś siedzibą wielu prężnych wydawnictw komiksowych, o czym świadczą zdobiące co po niektóre miejsca w mieście pomniki Spirou, Marsupilami czy Lucky Luke'a. To tutaj, zanim trafily na ekran, w wydawnictwie Dupuis za sprawą Peyo światło dzienne ujrzały tak popularne kiedyś u nas Smerfy. Wydawnictwo Dupuis nadal istnieje, chociaż zostało wykupione przez duże francuskie konsorcjum wydawnicze, i wydaje magazyn Spirou oraz znany w Polsce komiks Marzi autorstwa Marzeny Sowy.
Charleroi to również znane w całym świecie i największe chyba w Europie Muzeum Fotografii. To awangardowy Teatr Tańca współczesnego Charleroi Danses Company.  



I w końcu Charleroi to fanstastyczna tarta z cukrem. Nie z tym ciemnym nazywanym cassonade, o którym wiele razy już pisałam i który koniecznie musicie sobie kupić, robiąc tutaj zakupy przejazdem, ale z białym. Bo biały, rafinowany cukier był kiedyś zarezerwowany dla zamożniejszych i tych, którym się lepiej powodzi. A do takiego statusu aspirowali przyjezdni robotnicy w Charleroi, którzy ściągali tutaj z najbiedniejszych zakątków Europy (Widzieliście film Złote wrota?) w nadziei na lepsze jutro. A synonimem tego lepszego jutra była właśnie najprostsza w swiecie drożdżowa tarta posypana białym cukrem.



Tarta z cukrem z Charleroi
Tarte au sucre comme à Charleroi
ciasto:
250 g mąki

1 dl mleka
l łyżka cukru 
15 g drożdży 
60 g masła 
1 jajko 
szczypta soli

wierzch 1 tarty (z podanych proporcji na ciasto wyjd
ą 2 tarty i warto zrobić 2 od razu!):
1 jajko 
2 łyżki gęstej słodkiej śmietany 
2-3 łyżki cukru 
szczypta cynamonu
trochę masła do wysmarowania formy na ciasto
 


W umiarkowanie ciepłym mleku rozpuścić drożdże z łyżką cukru, dokładnie wymieszać.

Mąkę wymieszać ze szczyptą soli.

Masło stopić i przestudzić. 


Wymieszać wszystkie składniki i wyrabiać ciasto przez około 15 minut, aż zrobi się elastyczne i nie będzie się kleiło do rąk. Podzielić na dwie równe części i odłożyć na bok w w miarę ciepłe miejsce, aż podwoi swoją objętość.

Dwie okrągłe formy na ciasto wysmarować porządnie masłem i wyłożyć je ciastem. Ciasto nale
ży rozprowadzić dość cienko, trochę grubiej na obrzeżach formy. 1 jajko (po jednym na każdą tartę) roztrzepać z 2 łyżkami gęstej słodkiej śmietany. Jajeczno-śmietanową masę wylać na tartę, a brzegi wysmarować pędzelkiem. Posypać szczyptą cynamonu i posypać 2-3 czubatymi łyżkami cukru. Tarty odstawić ponownie na bok i włączyć piekarnik na 240 stopni. 







Przez pierwsze 5 minut piec w 240 stopniach, potem skręcić do 180 i zostawić na dalsze 10 minut. Obserwować przez szybkę piekarnika, czy wierzch się nie przypala. 

Jak widzicie, do Charleroi jest po co przyjechać ;))

poniedziałek, 10 września 2012

Poire amandine - gruszkowo-migdałowa tarta z Masterchefa

Poire amandine, migdałowa tarta z gruszkami, to wypiek, na którym potknęła się właściwie większość uczestników jednego z ostatnich odcinków Masterchefa na francuskiej TF1. W programie pojawia się często test de reconnaissance, którego celem jest ocena wiedzy kandydatów o produktach lub tradycyjnych potrawach. W poprzednich edycjach kandydaci musieli rozpoznać jak najwięcej gatunków sera, owoce egzotyczne albo rzadkie i prawie zapomniane warzywa. Tym razem zadanie polegało na podaniu nazw 20 charakterystycznych dla klasycznej kuchni francuskiej wypieków. Pod kloszami znaleźli więc tartę sióstr Tatin, Paris Brest, Opera, forêt noire, kougloff, Saint Honoré, tropézienne - to te łatwiej rozpoznawalne - i wśród tych trudniejszych bourdalou, mont blanc czy poire amandine.
Niestety większość potknęła się biorąc tartę poire amandine, na której znajdziemy gruszki, za klasyczną tarte aux pommes, nie zwracając zupełnie uwagi, że to nie były jabłka tylko gruszki, a ponieważ każda błędna odpowiedź była eliminująca, połowa odpadła w przedbiegach. Zaciekawiona przeszukałam durszlaka i galerię potraw, ale nigdzie jej nie znalazłam. Za to w ostatnim numerze Saveurs pojawił się ten przepis, więc go skrupulatnie przetłumaczyłam i oto proszę.



Poire amandine, migdałowa tarta z gruszkami 
spód tarty:
200 g m
ąki
120 g masła
25 g drobno zmielonych migdałów
1 jajko
80 g cukru pudru
szczypta soli

wierzch:

4-5  dojrzałych gruszek (albo z kompotu)
100 g drobno zmielonych migdałów

100 g masła

1 jajko
bialko
75 g cukru pudru
2-3 łyżki nalewki gruszkowej albo amaretto

Z podanych składników zagniatamy ciasto, które chowamy następnie na godzinę do lodówki.

Schłodzone ciasto wałkujemy i wykładamy nim okrągłą formę. Nakłuwamy widelcem i wsuwamy do piekarnika rozgrzanego na 180 st. na 10 minut.


W międzyczasie miksujemy cukier puder i masło. Dodajemy alkohol i rozbełtane jajko + białko. Dokładnie miksujemy i dodajemy zmielone migdały. 



Gruszki obieramy, wydrążamy i kroimy na cienkie plastry. Masę maślano-migdałową rozsmarowujemy na lekko przestudzonym spodzie. Na masie układamy pokrojone gruszki. Pieczemy przez 30 minut, aż wierzch się ładnie przyrumieni.

Można oczywiście wykorzystać gotowy spód, a gruszki mogą być z kompotu – wtedy wszystko pójdzie jeszcze szybciej.

środa, 5 września 2012

Al djote – tarta boćwinowa z Nivelles

Gdzieś w połowie drogi z Brukseli na południe w kierunku Charleroi leży Nivelles. To małe miasteczko, ale warto się tam zatrzymać wracając z lotniska, bo robią tam wyjątkową, znaną w całej Belgii tartę z boćwiną o śmiesznej nazwie al djote i dobre lokalne piwo Jean de Nivelles.




Tartę robi się na cieniutkim drożdżowym spodzie i w Nivelles zamiast dzwonić po pizzę, dzwoni się po jedną czy dwie djote. Bo djote jest kilka rodzajów: ta najlepsza jest właśnie z boćwiną i lokalnym serem boulette lub casette (Nieustannie obiecuję sobie, że o belgijskich śmierdziuchach kiedyś obszerniej napiszę...).



Jest to miękki ser z chudego krowiego mleka. Robi się go z dobrze odsączonego, lekko kwaskowatego twarożku faiselle, z którego formuje się zgrabną suchą kuleczkę o wadze od 160 do 200 g i granulkowatej konsystencji. Dla tych, którzy uwielbiają ten ser, jest wersja jasna z samym serem i masłem, a dla tych, którzy nie potrafią się zdecydować – pół na pół. Jak łatwo sobie wyobrazić, ta tarta jest obłędnie tłusta! Na samym końcu robi się końcówką noża malutkie nacięcia na gorącym wierzchu tarty, na których układa się wiórki masła. W końcu jeszcze nikt masłem się nie udławił - on ne s’est jamais étranglé avec du beurre - tłumaczą dobrodusznie mieszkańcy Nivelles, którzy co roku organizują konkurs na najlepszą tartę al djote.

Djote, bo tak kiedyś nazywano tutaj boćwinę – serdecznie zapraszam.





Al djote – tarta boćwinowa z Nivelles

ciasto
140 g mąki
20 g solonego masła torebka suchych drożdży (7 g)
1 małe jajko
szczypta soli
+/- 50g letniej wody

kulka sera o wadze 200 g
100 g drobno posiekanej boćwiny (samych liści bez łodyg, które będzie można potem przygotować na maśle jako jarzynkę do obiadu)
1 duża drobno posiekana cebula
1 jajko
sól i pieprz

Z podanych składników wyrobić ciasto i zostawić do wyrośnięcia na godzinę.
W międzyczasie poszatkować liście boćwiny. Poddusić drobno posiekaną cebulę, dodać boćwinę i poddusić do miękkości. Przyprawić solą i pieprzem.
Rozkruszyć ser i połączyć z rozbełtanym jajkiem i boćwiną.
Formę na tartę wysmarować tłuszczem i wyłożyć ciastem. Wylać masę boćwinową i wstawić do piekarnika na 40 minut w temperaturze 180 stopni.

Najlepiej podawać gorącą.


Tartę można wszędzie kupić na wynos albo zjeść na miejscu. Potem obowiązkowo energiczny spacer po uliczkach Nivelles.


 

Zdaję sobie sprawę, że zdobycie tego sera jest nierealne – nawet tutaj można go znaleźć tylko w dobrze zaopatrzonych nabiałowych - a i ze znalezieniem boćwiny mogą być problemy, ale potraktujcie ten przepis jako inspirację albo po prostu ciekawostkę. Może spodoba się wam cienki drożdżowy spód i stwierdzicie, że tarta niekoniecznie musi być na cieście kruchym lub francuskim, a może będzie to impuls, żeby jednak rozejrzeć się za boćwiną i jej spróbować...?


piątek, 13 kwietnia 2012

Filigranowe tarteletki z ryżem


Już kiedyś pokazywałam wam tradycyjną belgijską tartę z ryżem, jaką często można spotkać w belgijskich cukierniach. Dzisiaj trochę lżejsza i łatwiejsza wersja tej samej tarty: tradycyjny pulchny drożdżowy spód został zastąpiony w tym przepisie gotowymi płatami ciasta filo. Polecam, bo tarteletki oryginalnie się prezentują w takich lekkich, filigranowych koszyczkach z ciasta filo i są bardzo smaczne. Przepis ściągnięty z tutejszej Elle dla lubiących eksperymenty i tych, którzy wolą poczekać na pierwsze sezonowe owoce.



Tarteletki z ryżem
proporcje na 10 sztuk

140 g okrągłego ryżu lub jak na risotto
1 l mleka
1 laska wanilii
1 cytryna bio
50 g cukru
2 jajka
8 arkuszy ciasta filo/brick

trochę masła do posmarowania foremek

Zagotować 1 litr wody, wrzucić do wrzącej wody ryż i zdjąć z ognia po 5 minutach. Odcedzić. Obrać nożykiem cytrynę ze skórki. Wlać mleko do rondelka, dodać skórkę z cytryny, wanilię i ryż i ustawić na ogniu. Zagotować pod przykryciem, mieszając od czasu do czasu-, aż ryż będzie miękki. U mnie trwało to ok. 25 minut. Na samym końcu do mleka dodać cukier i dokładnie wymieszać. Po zdjęciu z ognia wyjąć kawałki skórki oraz laskę wanilii. Dokładnie wyskrobać ziarenka wanilii i dodać do ryżu. Roztrzepać dwa jajka i również dodać do ryżu. Dokładnie wymieszać. Masa na tym etapie jest jeszcze dosyć ciekła.

Piekarnik rozgrzać na 150-160 stopni.

Arkusze ciasta pociąć nożyczkami na 4 równe kwadraty. Foremki wysmarować masłem i wyściełać je kwadratami ciasta. Między jedną a drugą warstwą delikatnie popędzelkowac masłem. Wypełnić foremki masą ryżową (tak średnio po 3 łyżki ryżu na foremkę) i wsunąć do piekarnika na 15-20 minut, aż wierzch tarteletek ładnie się przyrumieni, a masa zetnie i zgęstnieje.



czwartek, 1 marca 2012

Tarta à la ruskie

Dzisiaj szybka i efektowna tarta z ziemniakami i kozim serem, która w smaku przypomina mi nasze ruskie;)) W oryginalnym przepisie użyto koziego sera w posypce z pyłu węgla drzewnego, która stwarza idealne warunki do rozwoju drożdży i bakterii i przyspiesza dojrzewanie sera. Domyślam się, że może być trudno znaleźć taki ser (szukajcie na opakowaniu nazwy chèvre cendré). Możecie po prostu użyć jakiegokolwiek koziego sera. Ja użyłam delikatnie oprószonego sainte maure,  który pochodzi z francuskiego regionu Indre-et-Loire. Przepis znalazłam w ostatnim numerze Saveurs.



Sympatyczna tarta z ziemniakami i kozim serem
Tarte aux pommes de terre et chèvre cendré

ciasto:
100 g masła
200 g mąki
1 jajko
szczypta soli

2 duże ziemniaki lub 3 średnie (400 g)
150 ml śmietany
1 kozi serek o wadze 200-250 g
sól i świeżo mielony pieprz


Zagnieść szybko ciasto z podanych składników i włożyć na godzinę do lodówki, żeby się schłodziło. W międzyczasie włożyć nieobrane ziemniaki do rondelka z wodą i ugotować. Po przestudzeniu obrać i rozgnieść widelcem. Ukroić 6-7 plasterków sera i zachować do dekoracji wierzchu tarty. Resztę sera dodać razem ze śmietaną do rozgniecionych ziemniaków. Wymieszać, doprawić solą i świeżo mielonym pieprzem.




Piekarnik rozgrzać na 180°C.
Wyłożyć formę na tartę rozwałkowanym ciastem, podziobać widelcem i włożyć do piekarnika na 15 minut. Wyjąć i wyłożyć na spodzie tarty masę serowo-ziemniaczaną. Na wierzchu ułożyć plasterki sera. Z powrotem włożyć do piekarnika. Po 15 minutach włączyć górną grzałkę i podpiec wierzch jeszcze przez 10-15 minut, tak by plastry sery na wierzchu ładnie się przyrumieniły i gotowe.


 

niedziela, 22 stycznia 2012

Karnawałowa tarta z cykorią i ciemnym cukrem


Wybierającym się do miasta (w końcu są przeceny ;)) towarzyszy teraz znajomy energicznie wystukiwany marsz przypominający o karnawale. Co prawda tutaj w Belgii jego obchody skoncentrowane są w trzech ostatnich dniach przed rozpoczęciem wielkiego postu nazywanych tłustymi (jours gras), ale przygotowania i próby do niego rozpoczynają się dużo wcześniej. Dokładnie na sześć tygodni przed zakończeniem karnawału. Okres przygotowań nazywany jest soumonces i ma swoje specyficzne tradycje i rytuały. W pierwszą sobotę i niedzielę soumonces, bractwa przebierańców, tak zwanych Gillów, spotykają się na mieście przy dźwięku bębnów, bo tylko tych instrumentów wolno używać na początku soumances. Trochę później będzie można zabrać z domu instrumenty dęte oraz specjalne pasy obszyte dzwoneczkami, a także drewniane, ciężkie chodaki, którymi wystukuje się rytm. Tradycyjne, bogato zdobione stroje będzie można przywdziać dopiero w tłusty wtorek przed samą środą popielcową. I właściwie ten okres wolę od samego karnawału. Nie ma jeszcze wtedy turystów, a na ulicach panuje swojska i radosna atmosfera. Przechodnie chętnie gromadzą się wokół podrygujących Gillów, a ponieważ nie sposób ustać spokojnie w miejscu, po kilku minutach i oni maszerują w takt muzyki. 



Dzisiaj chcialabym zaproponowac wam wybitnie belgijską tartę: tarte aux chicons confits et à la cassonade. Jej składniki mogą zaskoczyć: spód tarty wykłada się karmelizowanymi liśćmi cykorii i zalewa masą ze śmietany i ciemnego cukru cassonade, o którym już kiedyś pisałam. Rozpusta, słowem coś w sam raz na karnawał. Tarta ta znana jest również na północy Francji, a przepis pochodzi ze strony Jean-Pierre Coffe'a. Nawiasem mówiąc, przesympatyczny pan w okularach i niezwykle barwna i ciekawa postać francuskiej sceny, autor ponad 30 książek o tematyce kulinarnej. Oryginalny przepis i filmik instruktażowy znajdziecie tutaj



Tarta z cykorią i ciemnym cukrem 
opakowanie ciasta kruchego
6 ładnych dorodnych cykorii
50 g masła 

2 łyżki octu winnego
80 g + 150 g ciemnego cukru lub cukru cassonade
20 cl słodkiej śmietany
3 jajka


Piekarnik rozgrzewamy na 180 stopni.
Opłukujemy cykorię i dokładnie osuszamy. Kroimy wzdłuż na dosyć cienkie piórka.
W rondlu rozpuszczamy trochę masła i wrzucamy pokrojoną cykorię na rozgrzane masło. Posypujemy cukrem (80 g) i dolewamy trochę wody, a jeszcze lepiej trochę piwa, jeśli macie pod ręką. Dusimy, aż cykoria będzie miękka i zacznie przypominać
na patelni coś w rodzaju konfitury cebulowej. Na samym końcu doprawiamy octem winnym.

Jajka mieszamy z resztą cukru i śmietaną.
Ciasto układamy w formie, nakłuwamy widelcem i wsuwamy na 10-12 minut do piekarnika.
Wyjmujemy, układamy połowę skonfitowanej cykorii i zalewamy połową masy. 



Ponownie wsuwamy do piekarnika na 10 minut. Wyjmujemy, sprawdzamy, czy masa delikatnie się ścięła. Jeśli tak, układamy resztę cykorii i wylewamy resztę masy. 


Z powrotem do piekarnika, tym razem na 20-25 minut. 


Podajemy lekko przestudzoną.
I na koniec zajawka z soumonces. A to dopiero początek karnawału ;))


Soumonces - 21.01.2012