Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piknik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piknik. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 lipca 2012

14 lipca czyli jak zabrać ratatouille na piknik


Jutro 14 lipca: Francuzi świętują zdobycie Bastylii. W niektórych parkach trudno o skrawek wolnego trawnika, bo to nie tylko okazja do uroczystych defilad, ale i dzień, w którym organizowane są popularne bale, festyny i pikniki. I my umówiliśmy się na wypad na trawkę. Obowiązkowo z francuskimi klasycznymi potrawami w koszyku. Jedną z moich ulubionych jest ratatouille, a odkąd moja francuska przyjaciółka zdradziła mi swój sekret, podobnie jak ona, doprawiam ratatouille cynamonem: idealnie podkreśla słodycz bakłażana. Tylko jak zabrać taką ratatouille na piknik, powiecie. Okazuje się, że wcale nie jest to takie skomplikowane: wystarczy zapiec ją w piekarniku. 


Jeśli ratatouille, to konieczne będą cebula, czosnek, cukinia, bakłażan, papryka i pomidory. Trochę ziół, oliwy i ta szczypta cynamonu. Kiedy ratatouille będzie już gotowa – nie będę tłumaczyć, co i jak, bo każdy ma na pewno swój ulubiony i sprawdzony przepis – należy rozbełtać 3-4 jajka, delikatnie je posolić i wymieszać z nimi odcedzoną ratatouille. Piec w piekarniku w temperaturze 180 stopni przez 30 minut, a potem przestudzoną w talarkach układać na kawałkach bagietki. 

Bon appétit et bonne fête les amis !




wtorek, 3 lipca 2012

Prosta sałatka z bakłażanów


Nie wiem, czy można sobie wyobrazić prostszą sałatkę na te upały...
Przepis od mojej koleżanki Mariny.




2 bakłażany kroimy w kostkę, solimy i odstawiamy na bok. Po 30 minutach odsączamy sok, który puszczą. Partiami przesmażamy je na oliwie. Z 3 łyżek octu balsamicznego, 4 łyżek oliwy, 1 rozgniecionego ząbka czosnku, i drobno posiekanej pietruszki przygotowujemy dressing. Doprawiamy solą i pieprzem i mieszamy z bakłażanem. Odstawiamy do lodówki na 2 godziny. 

Smacznego !





poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Wakacyjne wędrówki w Mercantour oraz przepis na anchoïade

Park Mercantour to jeden z najmłodszych parków narodowych we Francji. Stosunkowo mało znany i odwiedzany, położony w Alpach Górnej Prowansji. Trudno dostępny – po opuszczeniu autostrady, za Sisteron, trzeba piąć się jeszcze długo, ponad 300 km, podrzędnymi drogami, najpierw między polami lawendy, sadami morelowymi i brzoskwiniowymi, mijając przydrożne stoiska z owocami prosto z drzewa. Trochę dalej wąskimi krętymi drogami. Po drodze niezliczone tunele, malowniczo położone, wręcz przyklejone do skał miasteczka. Zakręt za zakrętem, niejeden może przyprawić o zawrót głowy. Miejscami drogi są tak kręte i śmiałe, że trzeba naprawdę dobrego opanowania i umiejętności, żeby nie wylecieć z trasy. Całe szczęście najtrudniejszy ostatni odcinek drogi – kanion Gorges de Daluis - pokonywaliśmy już zupełnie sami na trasie, bez trąbiących ogonów i po ciemku.
A powiem wam, że warto było. Warto było dla panującego tam spokoju i ciszy, oszałamiających zapachów dziko rosnących ziół i lawendy, zapierających dech widoków, przesympatycznych ludzi spotkanych na szlaku czy rozrabiających tam bez skrępowania świstaków. Żeby poczuć się w innym świecie... Zresztą sami zobaczcie.


Mogłoby się wydawać, że w górach na kilkudniowej wędrówce z plecakiem, odżywiać się będziemy konserwami i suchym chlebem. Tymczasem wyprawa owocowała w ciekawe doznania kulinarne, dzięki niesamowitej organizacji Gilles'a.


Cóż może być lepszego po całym dniu marszu niż kapinka pastisu z plasterkiem suchej kiełbasy? Sałatka z dziko rosnącego mniszka ? Albo miska prowansalskiej zupy au pistou?


Mieliśmy okazję spróbować również rydzów (lactaires sanguins) w zalewie z oliwy i białego wina, a ta ciemna pasta to nie tapenade tylko anchoïade – zmiksowane, mocno czosnkowe fileciki anchois z oliwkami (przepis poniżej).


Anchoïade - pasta z anchois i czarnych oliwek


W sam raz na piknik albo apéritif:
200 g cieniutkich filetów anchois w oliwie
3 główki zmiażdżonego czosnku
2 łyżki drobno posiekanej natki pietruszki
1 łyżka soku z cytryny
2 łyżki oliwy
+ kilka wydrylowanych czarnych oliwek

Wszystkie składniki dokładnie zmiksować, doprawić świeżo mielonym pieprzem i gotowe.



Nasze posiłki kończyły się, jak to we Francji bywa, obowiązkowym plateau de fromages lokalnej produkcji.


Ponieważ Mercantour to dosyć dziki park i posiada niewiele schronisk, dozwolone jest biwakowanie. Namioty wolno rozbijać po 19.00 i należy je zwinąć przed 9.00. Jak to w górach, było zimno, ale przyjemnie było się budzić z pogwizdującymi świstakami, wśród kęp dziko rosnącego tymianku i lawendy, wełnianki albo gencjany.





Ostatnią noc spędziliśmy w malowniczym schronisku w Villeplane.





Jeśli mielibyście ochotę wybrać się kiedyś w tę część Alp, kilka linków:

Parc national du Mercantour
www.mercantour.eu

Itinerance-Trekking
Villeplane
06470 GUILLAUMES
FRANCE

Kolejny wpis poświęcony prowansalskim przysmakom wkrótce.


aaa

piątek, 16 lipca 2010

Tarta tatin z białej rzepy

Kontynuując niejako temat mniej znanych a może po prostu zapomnianych warzyw, chciałabym dzisiaj zaprosić was na tatin z białej rzepy (tatin de navets).  O białej rzepie pisała już kiedyś Tatter a przepiękną sałatkę zrobiła z udziałem rzepy na wiosnę Magdalena.



Przepis na tatin z rzepy przepisałam sobie kiedyś u przyjaciółki z książki Petit Larousse du Potager Valérie Lhomme. Co prawda to Larousse, ale nie ma w tej książce ani krzty nudnawej encyklopedyczności. Znajdziecie za to przepiękne, inspirujące zdjęcia, historyjki i przepisy. Prawdę mówiąc chciałabym ją sobie kupić.  

Podobno można już białą rzepę bez problemu kupić w Polsce, ale gdybyście nie mogli jej znaleźć, rzepę można zastąpić w przypadku tej tarty kalarepą. Kupując rzepę, radzę wam wybrać jak najmłodsze, nie wyrośnięte egzemplarze. Starsze i większe rzepy potrafią być łykowate. Rzepę spotkamy w tutejszym rosole, w wywarze warzywnym do kuskusu, nadaje się na surówki jak i na purée, słowem masa możliwości, dlatego warto jej poświęcić trochę uwagi. Jest to niedrogie i nieskomplikowane w uprawie warzywo, często niedoceniane jednak przez niektórych konsumentów, trochę jak słone masło w Polsce, gdyż żywiono się nim w trudnych kryzysowych czasach, na przykład w czasie wojny. Stąd tyle wyrażeń z navet w języku francuskim o negatywnej konotacji.

Tatin z białej rzepy, z miodem i octem balsamicznym

125 g mąki
100 g masła
szczypta soli i trochę wody
5-6 ładnych, raczej młodych rzepek
2-3 łyżki miodu albo syropu z agawy
ocet balsamiczny
sól i pieprz

Rozpoczynamy od zagniatania ciasta: siekamy masło i dodajemy do niego mąkę. Sól rozpuszczamy w wodzie i dodajemy do mąki i masła. Zagniatamy, zawijamy w folię i odkładamy w chłodne miejsce na godzinę.

Piekarnik rozgrzewamy na 180 stopni. Rzepki obieramy i kroimy na dość cienkie plastry, podobnie jak kroimy ziemniaki na gratin dauphinois. Układamy je na okrągłej blaszce wysmarowanej masłem, delikatnie solimy, polewamy miodem, układamy kilka kawałeczków masła na plasterkach rzepy i do piekarnika na 15 minut. Po 15 minutach wyjmujemy i skrapiamy plasterki rzepy octem balsamicznym oraz świeżo mielonym pieprzem. Z powrotem do piekarnika na jeszcze 5-8 minut.

Wyjmujemy ciasto z lodówki i rozwałkowujemy. Jak tylko blaszka z rzepkami przestygnie na tyle, że będziemy mogli swobodnie nie obawiając się poparzenia dotknąć blaszki, układamy ciasto na plasterkach rzepy, starannie wciskając brzegi ciasta do środka. Wsuwamy z powrotem do piekarnika na 20-25 minut. Po wyjęciu czekamy moment aż lekko przestygnie i przy pomocy talerza przewracamy tatin na drugą stronę. Podałam z porządnie podwinegretowaną zieloną sałatą.


aaa

wtorek, 15 czerwca 2010

Pesto z pokrzyw i podagrycznika ze słonecznikiem

W ostatnią niedzielę Bénédicte namówiła nas na wycieczkę na wieś pod Namur i na zbieranie pokrzyw i podagrycznika. To znaczy mnie nie trzeba było wcale namawiać, ale byli wśród nas sceptycy. Mieliśmy nazbierać również czarnego bzu. Byłam bardzo ciekawa, jak Bénédicte zamierza potem wykorzystać te zbiory i przyznam szczerze, że kiedy przystąpiliśmy do degustacji podobnej do tapenady ciemnej pasty, nie byłam w stanie odgadnąć z czego jest zrobiona. Bénédicte przygotowała dla nas coś w rodzaju pesto lub pasty z ziarenek słonecznika, liści pokrzyw i podagrycznika (tartinade de tournesol aux orties et égopodes). A ponieważ przygotowana w pięć minut tartinade zrobiła na mnie spore wrażenie, postanowiłam ukręcić podobną!



Pasta ze słonecznika, pokrzyw i podagrycznika
100 g słonecznika
50g pokrzyw albo podagrycznika (można pół na pół tak jak zrobiła Bénédicte)
2 ząbki czosnku
olej słonecznikowy
sól i pieprz

Ziarenka słonecznika namoczyć i pozostawić na co najmniej trzy godziny a najlepiej na całą noc. Uzbroić się w rękawiczki i z koszyczkiem wybrać się na pokrzywy. Zbieramy pokrzywy, ktore jeszcze nie zakwitły. Nie będzie nam potrzebny nożyk ani sekator, gdyż zbieramy tylko główki pokrzyw najwyżej do trzeciego rzędu liści od góry. W tym miejscu łodyżka jest jeszcze stosunkowo delikatna i łatwo ją złamać palcami. Po powrocie do domu robimy przegląd zbiorów. Zazwyczaj z pokrzywami przynosimy do domu po kilkanaście muszek, kilka mrówek, zdarzy sie jakaś gąsieniczka albo pająk, które musimy potem wypuścić na wolność. Mogą się nam również zaplątać jakieś trawki i listki. Przystępujemy do płukania pokrzyw. Dobrze jest je pózniej odcisnąć w wyżymarce do sałaty albo po prostu osuszyć na papierwym ręczniku bądz ściereczce.
Odcedzić ziarenka słonecznika. Obrać czosnek. Zmiksować razem wszystkie składniki, doprawić solą i pieprzem. W razie potrzeby dolać oleju - gęstość zależy od was.




Ta pasta, bo nazwa pesto zarezerwowana jest raczej dla bazylii, jest najlepsza jako zakąska w oczekiwaniu aż nam się mięso na ruszcie upiecze. Smarujemy nią chleb, krakersy albo bruschettę. Smacznego !



Podagrycznik to jadalna roślina z gatunku selerowatych. Rośnie prawie wszędzie. W ogródkach traktowana jest jako chwast. Młode liście podagrycznika mają goryczkowaty smak i zawierają mnóstwo witamin. Można z nich zrobić sałatkę albo zupę.

Przy okazji niesamowicie ciekawych rzeczy o jadalnych roślinach można dowiedzieć się z bloga Sauvagement-Bon.

Merci Bénédicte!

Recette en français: tartinade de tournesol aux orties et égopodes


aa

czwartek, 20 maja 2010

Wiosenna frittata z bobem, fetą i miętą na piknik

Dzisiaj w Belgii było pięknie i udało się nam wyskoczyć do Parku Leopolda na piknik w czasie przerwy obiadowej. Tym razem przygotowałam na kocyk frittatę z bobem, fetą i miętą.


Dwa lata temu w BBC leciał fantastyczny program What to Eat Now prowadzony przez Valentina Warnera. Bardzo go polubiłam i stamtąd wlaśnie pochodzi przepis na frittatę.
Warner zachęca, żeby jeść to, co nam dany sezon przynosi. W jednym z programow przechadzał się po majestatycznych szklarniach w jakiejś niezwykle malowniczej, uroczej posiadłości wąchając miętę i bazylię, innym znowu razem skubał groch i bób na działkach emerytowanych robotników gdzieś na przedmieściach miasta albo łowił ryby z innym dziadkiem emerytem. Widać było, że gotuje dla ludzi i było to bardzo ciepłe takie jakies. Za regularna w oglądaniu telewizji to ja nie jestem, dlatego bardzo się ucieszyłam, kiedy zobaczyłam, że wydano What to Eat Now a nawet What to Eat Now - More Please! Będę musiała ją sobie zamówić. Tymczasem na zachętę
frittata Warnera. Przepis nie jest skomplikowany a wszystkie składniki dostępne w Polsce. (bo  niektórzy zarzucają mi, że nic nie ma dla ludzi znad Wisły i Odry na tym blogu ;)

Jak zwykle dla czterech osób:
(potrzebna będzie patelnia cała metalowa, którą będzie można włożyć do piekarnika)
5 jajek
200 g obranych ziarenek bobu (bób może być mrożony)
kawałeczek fety, jakieś 120-150 g
trochę świeżej mięty
1 duża czerwona cebula
oliwa, sól i pieprz, pół łyżeczki startego na proszek kminu rzymskiego

 Piekarnik rozgrzewamy na 180 stopni. Zaczynamy od ugotowania w lekko osolonej wodzie ziarenek bobu, który trzeba będzie potem obrać z łupinek. Obieramy również cebulę, kroimy ją na grubsze kawałki i wrzucamy na rozgrzaną łyżkę oliwy na patelnię. Powinna zmięknąć, lekko się poddusić, ale nie podsmażyć. Jajka rozbijamy w misce i roztrzepujemy. Fetę kruszymy, ale lepiej, żeby były to takie grubsze kawałki, nie rozduszajcie jej widelcem i nie róbcie z niej twarożku. Dodajemy fetę do jajek, z grubsza posiekaną miętę, obrane ziarenka bobu, cebulę oraz przyprawy. Delikatnie mieszamy. Tak przygotowaną masę wlewamy na rozgrzaną patelnię tak, by powstała równa warstwa i trzymac na bardzo delikatnym ogniu bez mieszania przez jakieś 8-10 minut. Nożem możemy odchylić brzeg i sprawdzić jak ścina się fritata od spodu, czy nie za szybko. Po 10 minutach wsuwamy patelnię do piekarnika i pieczemy przez jakieś kolejne 8-10 minut dopóki się nie zetnie góra. Po wyjęciu z piekarnika frittata wygląda jak tortilla (ta na zdjęciu się trochę za mocno przyrumieniła). Kroimy na kawałki i podajemy z zieloną sałatą. Wystudzoną zabieramy na piknik.


I tym sposobem dołączam do kolejnej durszlakowej akcji zaproponowanej przez Usagi.
Smacznego i słońca na piknikach i nie tylko wam życzę !





wtorek, 6 kwietnia 2010

Spring rolls czyli chińskie krokieciki na powitanie wiosny

Podczas kiedy w Polsce obchodzimy święta wielkanocne, w Chinach z okazji święta Qing Ming, znanego również jako święta czyszczenia grobów, ludzie odwiedzają i wspominają zmarłych krewnych na cmentarzach. Jednak daleko im do charakterystycznej dla naszych Zaduszek zadumy i powagi. Qing Ming przypada na sezon powrotu wiosny, więc obchodzone jest w sposób niezwykle radosny: przy grobach urządza się pikniki, tańczy i śpiewa. Qing Ming wiąże się dodatkowo z inną prastarą tradycją Hanshi, co dosłownie oznacza „zimne jedzenie”. Nie wolno wtedy rozpalać ognia i należy ograniczyć się do spożywania zimnych posiłków. Stąd pewnie pomysł na wiosenne krokieciki (chunjuan) z papieru ryżowego sprzedawane przed cmentarzami . Wystarczył bowiem placek ryżowy, w który zawijano świeże warzywa i kiełki oraz kawałki zimnego mięsa.



Przepis dedykuję Oli i Tomkowi, którzy uraczyli nas kiedyś górą sajgonek ;) 
 
opakowanie placków ryżowych
3 marchewki
liście sałaty, najlepsze są te chrupiące z samego środka
kilka łyżek ugotowanego ryżu bądź makaronu ryżowego
świeże kiełki sojowe
bukiet mięty
250 g wieprzowiny przygotowanej w sosie karmelowym
2 łyżki posiekanych orzeszków ziemnych
inne wiosenne warzywa: mogą to być młodziutkie szparagi, jak przyjdzie na nie sezon, takie jeszcze płaskie chrupiące strączki groszku, ogórek pokrojony na słupki, łodyga selera naciowego, por itp.

Przygotowujemy sos karmelowy:
Zmieszać ¼ szklanki zimnej wody z ¾ szklanki ciemnego cukru i gotować do momentu kiedy zacznie przybierać syropowata konsystencję. Dodać ¼ szklanki gorącej wody i gotować do uzyskania gładkiej konsystencji i karmelowego koloru.
Mięso:
250 g wieprzowiny,
3 łyżki sosu rybnego,
3 łyżki wody,
kilka łyżek sosu karmelowego, sol i pieprz do smaku.
Mięso pokroić na cienkie paseczki i wymieszać z  sosem rybnym, karmelowym, i woda.  Wrzucić na wok i smażyć przez jakieś 8-10 min. Na końcu doprawić.

Sałatę, miętę przepłukać. Marchewkę, pora, selera pociąć na słupki. Kiełki należy sparzyć, ja również sparzam marchewkę i inne warzywa, ale dosłownie przez 2-3 minuty, trzymając je w takim koszyczku nad gotującym się wywarem z warzyw.
Naleśniki ryżowe nasączyć gorącą wodą sztuka po sztuce w okrągłym naczyniu. Obracamy je pod palcami wyczuwając czy są już wystarczająco miękkie i elastyczne. Namoczone naleśniki wykładamy na kuchenna ściereczkę. Układamy na nich po listku lub dwa sałaty, po kilka listków mięty, trochę mięsa, ryżu, marchewkę, kiełki i inne warzywa, które mamy. Na końcu posypujemy orzeszkami i zawijamy. W przeciwieństwie do tak zwanych sajgonek nie smażymy! Tradycja Hanshi zobowiązuje. Wieprzowinę możemy zastąpić krewetkami, kawałkami kurczaka, albo plasterkami piersi z kaczki. Podajemy na zimno z sosem nuoc cham lub chili sweet.